Wiecie czego nienawidzę w sobie najbardziej? Żałuję za każdym razem, kiedy opowiem o swoich uczuciach. Co z tego, że tak naprawdę mi należą się przeprosiny, że ktoś dał ciała po raz enty? I tak w końcu to ja błagam o wybaczenie, bo trochę puściły mi nerwy. Właśnie wypłakuję sobie oczy, bo powiedziałam coś, co jest dla mnie zupełnie oczywiste. 'Nie miałam tego na myśli'- tłumaczę się. A przecież miałam i ujełam to w delikatne słowa, aby nie zabrzmiało zbyt dobitnie. Obchodzę się z każdym człowiekiem jak z jajeczkiem, a i tak zawsze coś spierdolę. Nie nadaję się do tego. Życie jest oceanem, w którym nie każdy umie pływać. A ja tonę tuż przy brzegu. Przepraszam, że jestem...
Potrzebuję krzepiących słów...
piątek, 25 września 2009
It's all your fault.
Autor: Messy o 13:37
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Uważam,że dobrze robisz za każdym razem, gdy mówisz głośno co czujesz. Nie można siedziec cicho, gdy się widzi,że coś jest źle. Niektórzy ludzie tego nie potrafią i wydaje mi się,ze wtedy jest gorzej. Nie jest dobrze żyć w kłamstwie. Oczywiście,że czasem to ma opłakane skutki,ale tak jest lepiej, gdy wszystko jest jasne.
Nikt nie powiedział,że życie jest łatwe, jest cholernie trudne i trzeba jakoś znaleźć sposób na nie.
Nie jestem najlepsza w takich przemowach. Właściwie nie wiem czy z moich słów wynika coś sensownego. Mam nadzieję,że tak.
Pozdrawiam.
Sama już nie wiem, czy jestem skończoną egoistką czy emanuję altruizmem. Chciałabym, żeby inni byli szczęśliwi, ja to już raczej drugi plan... Czasem wolę siedzieć cicho i udawać, że wszystko dla mnie jest ok, za co ludzie też często maja do mnie pretensje. I tak źle i tak niedobrze.
Dziękuję za słowa pociechy ;) pozdrawiam ;*
Prześlij komentarz