BLOGGER TEMPLATES AND TWITTER BACKGROUNDS »

sobota, 14 listopada 2009

My favourite mistake.

Sobotni wieczór.
Po wczorajszym treningu mam koszmarnie poobijany prawy pośladek. Tyłek stanowczo nie nadaje się do lądowania.
Słucham The Kooks na zmianę z Beth Hart, Garbage i Sheryl Crow.
Zastanawiam się nad swoją przyszłością. W przeciwieństwie do moich ostatnich przewidywań, tym razem widzę ją całkiem kolorowo. Zawsze radziłam sobie sama, to i tym razem sobie poradzę.
Ostatnio czuję, że potrzebuję kogoś, z kim mogłabym podyskutować o muzyce. Nie koniecznie kogoś z gustem kropka w kropkę taki sam jak mój.
Mam szlaban na telefon. Tak, fakturka z października znów przyszła ciut za duża.
Więc z kim mam ochotę porozmawiać?
Dzwonię do chłopaka.
Ma wyłączony telefon.
Super. Nawet kiedy go łaskawie włączy, trzeba do niego zadzwonić trzy razy, żeby wreszcie odebrał.
Mogłabym teraz zacząć generalizować, że wszyscy jesteście do dupy i nie ma z Was żadnego pożytku.
Ale niestety. Nie wszyscy jesteście do dupy, a pożytek jest z każdego.
Jedyne, co mogę powiedzieć to stare, dobre przysłowie, mówiące, że serce nie sługa.
Mój Anioł Stróż to kompletny gamoń, nierób i kretyn. Mógłby się wreszcie postarać.

A teraz słucham Stinga.
I w ten właśnie sposób napisałam niewnoszącą nic, a nic w życie notkę.
I co najgorsze, nadal czuję się niezaspokojona. Mogłabym pisać i pisać, gadać i gadać, a dla świata naprawdę byłoby lepiej, gdybym złożyła przysięgę wiecznego milczenia.

1 komentarze:

Damian "Orion" Wojciechowski pisze...

Pisz, pisz, przynajmniej płynnie się to czyta. ;P Miałem Ci wysłać maila, jak tam się trzymasz, ale widzę, że wszystko powoli jakoś się układa, co mnie cieszy. Czekam na kolejne wpisy. ;-)