Świadomość to cierpienie. A ja właśnie leczę kaca.
Zrozumcie mnie dobrze. Zbyt długie trwanie w stanie trzeźwości jest nieznośne. A gdzieś w końcu trzeba uciec. W tym wypadku, właściwym miejscem był sklep monopolowy.
Tak więc, mam ciotę, kaca, migrenę, zapalenie przyusznic (bo to brzmi nieco lepiej niż 'świnka') i totalny mętlik w głowie. Może to tylko kwestia czasu, kiedy ją stracę. W końcu moja opuchnięta szyja nie będzie w stanie utrzymać tak wielkiego nieładu.
Aha! Jeszcze jedno. To zabawne, że żadna dorosła osoba, którą napotkałam na swojej dzisiejszej drodze nie wykazała się dobrą wolą, na tyle, aby podejść, wyrwać piętnastolatce alkohol z rąk i zapytać co się ze mną - do cholery ciężkiej - dzieje. Totalna znieczulica. Dorośli - jak widać, nie zależy Wam na tym, aby mieć czyste sumienie. A jesteście obserwowani...
Jeśli chodzi o porządek, ja zawsze mam czystą w pokoju.
czwartek, 18 czerwca 2009
Drink, drank, drunk ...
Autor: Messy o 10:59
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz