Nagle wszyscy, bez wyjątku, stają się fanami.
Ludzie, słyszeliście kiedyś chociaż o takim kawałku jak 'Billy Jean'? Czy na brzmienie nazwiska 'Jackson' chwytacie się za głowę, a po chwili już wiecie. Tak, taak! To przecież ten sprzedawca hot-dogów z Brooklynu !
Kiedy odchodzi wielki człowiek, świat na chwilę się zatrzymuje. Kiedy odchodzi wielki muzyk, wszystkie TVstacje, które już dawno o nim zapomniały, nagle grają jego muzykę cały dzień, na pełnych obrotach. Kiedy odchodzi przyjaciel, wszyscy znajomi mają 'świeczki' w opisach na gg. Kiedy odchodzi aktor, mówią o tym w wiadomościach. Kiedy odchodzi ukochana babcia, stawiasz jej zdjęcie w ramce na biurku, ale czujesz, że masz ją w sercu. Zawsze. A kiedy odchodzi Michael Jackson, dzieje się to wszystko na raz. Niby żyjemy jak zwykle, a jednak w głębi swego ducha, obijamy się bezradnie o ściany z pustką w sercu.
Cóż mogę jeszcze napisać? Naprawdę uwielbiam jego muzykę. Modlę się, aby inne pokolenia mogły ją poznać. Nie spieprzoną, nie cover, nie remix, ale kiwintesencję Michaela Jacksona. Ikony muzyki pop. Wszystkie jego kawałki mają ogień, enegrię, to coś, co za każdym razem podrywa do tańca. Ale może to stało się w odpowiednim momencie. Słyszałam, że miał coś jeszcze nagrać. I wiem doskonale, że nie wyszłoby mu to na dobre. Musiałby iśc z prądem. A prądy obecne prowadzą do muzycznej tendety. To tak, jakby Osiecka wstała z grobu i zaczęła pisać poezję zrozumiałą i przystępną dla osób z ilorazem inteligncji i wyobraźnią równą dzisiejszym nastolatkom.
Notka od siebie: Mam ospę wietrzną, umieram, gniję, odczuwam potrzebę autodestrukcji i samozagłady. Że też nie przeszłam tego jako bachor.
piątek, 26 czerwca 2009
I'm still all alone.
Autor: Messy o 13:57
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz