Co ja ze sobą robię?
Cóż, wakacje. Znowu. Jakoś nie jestem z tego powodu wyjątkowo szczęśliwa. Zbyt dużo przestrzeni do myślenia mi szkodzi. A wakacje to w końcu wolność... I marzę o tym, by móc uwolnić się od samej siebie. Wszystko wraca. Depersonalizacja. Patrzę w lustro i nie mówię 'ja', tylko 'ona'. Dwie mnie na tym świecie to już tłok. A jestem rozdziesiątkowana. Każda cząstka mnie... chwila... 'jej'?... ucieka w inną stronę, nic nie chce się złożyć do kupy. Nawet w snach życie mnie prześladuje.
Nie chcę umrzeć, ale nie powiedziałabym też, że chcę żyć.
Trying to wipe myself off of the floor.
środa, 17 czerwca 2009
Heaven don't want me...
Autor: Messy o 13:48
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
rozdziesiątkowaną byc to nie tak źle :))) wiele szans na szczęście :))
tak samo na szczęście, jak i na cierpienie.
a samo szczęście jest jak tęcza - szybko i łatwo znika...
Faktycznie, wakacje dają zbyt dużo czasu do przemyśleń, ale z drugiej strony pozwalają w spokoju, z dala od innych, uporządkować swoje myśli. Nie masz obowiązku pójścia/wyjścia gdzieś, tylko możesz przeleżeć cały dzień ogarniając wszystko.
Teraz jest źle, potem będzie dobrze, a potem znowu źle. Naturalna kolej rzeczy. Musisz się z tym pogodzić i żyć! ;-)
Pozdrawiam.
Brak obowiązków mnie przytłacza. Jestem zwolenniczką aktywnego spędzania czasu, więc zbijanie bąków do 11 jest poza moimi możliwościami. Ktoś musi mnie szarpnąć i przymusić do roboty, żebym poczuła się szczęśliwa i wypoczęta. Cóż, chyba pozostaje mi poranne bieganie...
Prześlij komentarz